Od Henryka Brodatego do Bogusława Schaeffera. Te dwie postaci określają drogę, którą przebył przez ostatnie dwie dekady bydgoski artysta (kompozytor, gitarzysta, poeta, filmowiec). Od działającego w latach osiemdziesiątych zespołu rockowego (wcześniej był jeszcze punkowy Szlam) do lekcji kompozycji u krakowskiego mistrza (choć poza ciasnymi murami akademii). W międzyczasie był jeszcze etap yassowej rewolty, w której Gwinciński na prawach szarej eminencji współtworzył sukces takich gwiazdorskich formacji jak Mazzoll & Arythmic Perfection, Łoskot czy Miłość (liderując jednocześnie mniej medialnym Trytonom). Dziś w zaciszu bydgoskiego mieszkania rozpisuje na papierze nutowym kompozycje nie mieszczące się w żadnych standardach stylistycznych czy ramach instytucjonalnych. Z artystą, który poznał od podszewki niezliczone oblicza nowej muzyki, miałem okazję porozmawiać (kanałem elektronicznym) w maju tego roku.













