Berlin, 16-25 marca 2007

To był hałas korka ulicznego.
To nie miało służyć tworzeniu muzyki, ale powiedzeniu:
to jest hałas korka ulicznego!
Luc Ferrari
| Wszystko gra
W każdej encyklopedii znajdziemy tablicę zatytułowaną Instrumenty muzyczne bądź szereg takich tablic o nagłówkach: Chordofony, Aerofony, Idiofony i tak dalej. Tablice przedstawiają w sumie kilkadziesiąt, może sto urządzeń, z których każde zdolne jest wydawać pewien zakres spośród continuum możliwych dźwięków. Chociaż tablice nie pretendują do wyczerpania tematu – niewielkie jest np. prawdopodobieństwo, że na liście pojawi się zurla albo yang tch’in (w zasadzie zdecydowana większość narysowanych instrumentów to te utrwalone w tradycji zwanej muzyką poważną) – to niemniej samo wydzielenie kategorii instrumentów muzycznych jest owocem fundamentalnego nieporozumienia. Polega ono na przeciwstawieniu muzyki hałasowi, a dźwięków muzycznych jakoby niemuzycznym. Czytaj dalej.. |
Czy uważa się Pan za kompozytora muzyki konkretnej i czy Pana zdaniem coś takiego w ogóle jeszcze istnieje?
| Rok 2005, początek sierpnia, Paryż. Siedząc na tapczanie w legendarnym atelier „PostBillig” i prowadząc pogodną, poważną i z całą pewnością fascynującą rozmowę, mimowolnie zaczynam myśleć, że „skazani na śmierć” przez opinię publiczną żyją jednak dłużej. Projekty, podróże i happeningi, o których mój rozmówca mówi z młodzieńczą werwą, nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że ma on jeszcze coś do powiedzenia, choć niejeden z byłych kolegów opowiadał o jego chorobie, informując mnie przy okazji, że Ferrari i tak nie udziela już wywiadów. Niestety, moje odczucie nie potwierdziło się, bo niecałe dwa tygodnie później, 22 sierpnia Luc Ferrari już nie żyje. Umiera na zapalenie płuc w czasie urlopu we włoskiej miejscowości Arezzo. |
Artykuł dostępny jest na stronie Diapazonu
Wrocław nie jest dużym miastem, zaledwie nieco ponad 600 tysięcy mieszkańców. Niewątpliwe ich liczbę zasilają studenci, których jest więcej niż Polaków w Londynie. W zasadzie Wrocław jest także tyglem kulturowym (tyle że mniejszym), w którym przejawów zainteresowania przestrzenią estetyki dźwiękowej jest tak wiele, że festiwal młodych artystów mieszkających w tym mieście trwałby długo.
| Michał Talma-Sutt urodził się w 1969 roku w Łodzi, gdzie ukończył kompozycję w roku 1995 u JerzegoBauera. Następnie rozpoczyna wojaże muzyczne po Europie: kursy w Avignonie, pobyt w IRCAM-ie, stypendium w ZKM-ie w Karlsruhe, studia w Stuttgarcie, wreszcie finalnie osiada w Berlinie. Jest jednym z najciekawszych polskich kompozytorów wiernych ideom modernizmu, niestety z racji nie wpisywania się w modne nurty i nie uprawiania twórczości filmowej czy teatralnej, pozostaje średnio znanym. Wielokrotnie grywany na festiwalach w Berlinie i Warszawie, w zeszłym roku postanowił zaangażować się w środowisko wrocławskie, przejmując funkcję prezesa lokalnego oddziału ZKP-u oraz dyrektora artystycznego festiwalu Musica Electronica Nova, którego drugą edycję prowadzi w maju 2007 roku. Talma-Sutt uchodzi, nie bez powodu, za miłośnika i specjalistę od muzyki elektroakustycznej, co potwierdza licznymi, coraz lepszymi kompozycjami, nagradzanymi prestiżowymi nagrodami Trybuny Kompozytorów festiwali tej muzyki. Z jego dość już pokaźnego dorobku polecamy zapierające przez pół godziny dech w piersiach Cellotronicum na wiolonczelę i komputer (2002), trzy kompozycje eksplorujące możliwoćci fletu solo (Sphinx’s Games z 1996) lub z elektroniką (Avalon’s Gate z 1997 i Notturni di sogni z 2005 roku), jak i olśniewające barwowo i formalnie utwory na samą taśmę”, czyli Light&Shade (2000) oraz Soundscape One (2001/03). W przeszłości wiele razy realizował projekty audiowizualne, czego nie wyklucza i w przyszłości, natomiast obecnie podąża z powrotem w kierunku instrumentów akustycznych (smyczki!) oraz ich integracji i interakcji z brzmieniami elektronicznymi. A na co dzień partner Anki, debiutujący ojciec Johana Gabriela, właściciel unikalnego głosu i nakrycia głowy. |
Paweł Hendrich urodził się w 1979 roku we Wrocławiu, uczył się gry na waltorni oraz kompozycji, wpierw u Jerzego Filca, obecnie u Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil; przez pół roku przebywał na stypendium w Kolonii, od lat dostaje wsparcie Ministerstwa Kultury i Miasta Wrocławia, obecnie jest także objęty programem Europejskiego Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Choć Paweł Hendrich nie jest ciągle znany szerszemu gronu słuchaczy polskiej muzyki współczesnej (debiut na „Warszawskiej Jesieni” poza głównym programem), a jego najważniejsze partytury na bardzo wielkie orkiestry w równie wielkich formatach pozostają raczej atrakcją domowych wizyt, to dużo zapowiada, że ten stan rzeczy wkrótce się zmieni. Fenomenalna w Pawle jest kompleksowa, racjonalna samoświadomość swojej muzyki, systemu, kierunków przeszłego i przyszłego rozwoju. Czytaj dalej..